We wrześniu robiłam piknik na jubileusz firmy, która kończyła trzydzieści lat. Dzień przed imprezą pani z kadr przyniosła mi do auta rulon z banerem z jej poprzedniego pikniku. Rozwinęłyśmy go na trawie. Napis był ładny, kolory też, tylko jeden róg był wyrwany razem z oczkiem, a wzdłuż górnej krawędzi szła długa zmarszczka po złożeniu w kostkę. Do tego w środku wielkimi literami stał rok sprzed pięciu lat.
Zamówiłyśmy nowy. Przy okazji zadałam w drukarni tyle pytań, że pan za ladą w końcu zaprosił mnie na zaplecze. Spisuję, czego się dowiedziałam, bo co roku ktoś z działu kadr pyta mnie, co właściwie zamówić i czym się różni baner za sto złotych od banera za czterysta.
Z czego jest baner
Najczęściej z PVC, czyli plastikowej tkaniny powlekanej, na której drukuje się grafikę. Taki materiał nie przepuszcza wody, jest gruby i dobrze wygląda z bliska. Ma jedną wadę: łapie wiatr jak żagiel. Baner trzy na jeden metr przy mocnym wietrze szarpie stelażem albo płotem, do którego jest przywiązany.
Na zewnątrz, zwłaszcza na płocie albo rusztowaniu, lepsza bywa siatka, czyli materiał z drobnymi otworami. Przepuszcza powietrze, więc wiatr go tak nie rwie. Z bliska grafika jest trochę mniej wyraźna, ale z dziesięciu metrów nikt nie zauważy różnicy. Do środka, na ściankę za sceną albo w sali, wybiera się materiał nieprześwitujący, żeby lampy z tyłu nie robiły na nim plam.
Ścianka do zdjęć to zwykle tkanina albo baner na stelażu. Tkaninę naciąga się na ramę, łatwo ją wyprać i zwinąć bez zagnieceń. Baner na ramie jest tańszy, ale błyszczy w lampach fotografów, więc przy wieczornej imprezie pytam o matowy materiał.
Krawędź, oczka i tunele
Tu jest cała różnica między banerem, który wytrzyma jedno popołudnie, a takim, który przeżyje pięć pikników. Brzeg banera zawija się i łączy, żeby był grubszy i nie strzępił się. W tak wzmocnionej krawędzi wbija się metalowe oczka, zwykle co kilkadziesiąt centymetrów, przez które przechodzą opaski albo linki gumowe. Zamiast oczek można zamówić tunele, czyli kieszenie na górze i na dole, w które wsuwa się drążek albo rurkę. Baner na drążkach wisi równo i nie robi fal.
Krawędź można zszyć albo zgrzać. Szew to dziurki od igły, przez które z czasem wchodzi woda i brud. Zgrzew powstaje inaczej: dwie warstwy PVC nagrzewa się tak mocno, że stapiają się w jedną. Robią to zgrzewarki HF do banerów (https://fiabmachines.com/), czyli maszyny wysokiej częstotliwości. Pole elektromagnetyczne nagrzewa materiał od środka, elektroda dociska krawędź i po kilku sekundach połączenie jest szczelne i równe. Na zapleczu pokazano mi, jak tak zgrzaną kieszeń próbuje się rozerwać rękami. Prędzej pęknie sam materiał obok.

Kto robi takie maszyny
Wyszłam z drukarni z myślą, że to sprzęt z drugiego końca świata. Okazało się, że jeden z dużych producentów jest bliżej, niż myślałam. Wrocławski FIAB od prawie siedemdziesięciu lat buduje maszyny HF (https://fiabmachines.com/) do zgrzewania PVC i tkanin technicznych. Na jego stronie można zobaczyć, gdzie trafiają: nie tylko do drukarni wielkoformatowych, ale też do producentów plandek, hal namiotowych, zadaszeń stadionów i worków medycznych. Pod koniec października firma uruchomiła słowacką wersję swojego serwisu, co dobrze pokazuje, jak daleko jeżdżą te maszyny.
Dla organizatorki imprezy z tej wiedzy wynika jedno praktyczne pytanie do drukarni: czy krawędzie i tunele są zgrzewane, czy szyte. Przy banerze na jeden wieczór w sali to nie ma znaczenia. Przy banerze, który ma wisieć na pikniku w słońcu i deszczu, a potem wrócić w przyszłym roku, ma duże.
Ile to kosztuje i ile trwa
Baner z PVC z nadrukiem kosztuje w 2026 roku zwykle od kilkudziesięciu złotych za metr kwadratowy, a cena rośnie z wykończeniem: oczka, tunele, wzmocnienia, materiał matowy albo dwustronny. Ścianka do zdjęć z nadrukiem i stelażem to od kilkuset złotych do ponad tysiąca, zależnie od wielkości i tego, czy stelaż kupujecie, czy wynajmujecie. Roll-up, czyli zwijany baner w kasecie, kosztuje mniej, ale do zdjęć grupowych jest za wąski.
Sama produkcja trwa w drukarni zwykle kilka dni roboczych. Dłużej trwa wszystko przed nią: projekt, poprawki, akceptacja logo przez dział marketingu i zgoda szefa na kolor. Dlatego zamawiam trzy, cztery tygodnie przed imprezą. W grudniu wcześniej, bo wtedy drukarnie robią materiały na wszystkie wigilie naraz. O tym, kiedy zacząć resztę przygotowań, pisałam przy planowaniu wigilii firmowej.
Co napisać, żeby użyć drugi raz
Największe oszczędności nie biorą się z taniego materiału, tylko z treści. Baner z rokiem i nazwą imprezy wisi raz. Baner z logo firmy i hasłem bez daty wisi na pikniku, na wigilii, na dniu otwartym i na jubileuszu. Rok, nazwę konkretnego wydarzenia i plan dnia lepiej dać na mniejszą tablicę albo na kartkę przy wejściu. Przy pikniku, o którym pisałam przy organizacji pikniku firmowego, taka tablica kosztuje ułamek ceny banera.
Druga rzecz to przechowywanie. Baner zwija się grafiką na zewnątrz, na tubę albo drążek, nigdy nie składa w kostkę. Złożony PVC ma potem zagięcia, których nie wyprasujecie. Ściankę tekstylną można złożyć, ale do torby, która przyjechała z nią z drukarni. Ta torba ginie zwykle pierwsza.
Z mojego notesu
- Przed zamówieniem zmierzcie miejsce, gdzie baner ma wisieć, i sprawdźcie, do czego go przywiążecie. Płot, rusztowanie i ściana sali to trzy różne mocowania.
- W torbie ratunkowej mam zawsze opaski zaciskowe w dwóch długościach i nożyczki. Opasek nigdy nie jest za dużo, a te, które dała drukarnia, są zwykle za krótkie.
- Poproście drukarnię o podgląd w skali, z naniesionymi oczkami. Wtedy widać, że oczko wypada w środku logo, zanim ktoś wbije je w gotowy baner.
- Po imprezie wpiszcie na rulonie markerem, co jest w środku i jaki ma wymiar. Za rok nikt nie będzie pamiętał, który z trzech białych rulonów w magazynie to ścianka.
Pisała Dasia, organizatorka i koordynatorka uroczystości. Kim jestem i skąd biorę liczby
