Było wesele w sierpniu, kiedy o piętnastej termometr przy wejściu do kościoła pokazywał trzydzieści dwa stopnie w cieniu. Tyle że przed kościołem cienia nie było. Goście czekali na parę młodą na rozgrzanym placu, panowie w marynarkach, panie na obcasach wbijających się w miękki asfalt. Po dwudziestu minutach starsza pani z rodziny pana młodego usiadła na schodkach i powiedziała, że jej się kręci w głowie. Na szczęście miałam w torbie wodę i składany wachlarz, a jedna z moich pomocnic zaprowadziła ją do chłodnej kruchty. Od tamtego dnia na każde wesele w lipcu i sierpniu wożę w aucie zgrzewkę wody, niezależnie od prognozy.
Połowa sierpnia to szczyt sezonu weselnego i często szczyt upałów. Nie zmienicie pogody, ale możecie tak ułożyć dzień, żeby goście ją znieśli.
Woda od pierwszej minuty
Najważniejsza rzecz jest też najprostsza: woda musi być dostępna od momentu, kiedy pierwsi goście wysiadają z aut, a nie dopiero przy stole. Ludzie wyjeżdżają z domu w południe, jadą godzinę, potem czekają przed kościołem albo urzędem, potem stoją w kolejce do życzeń. To są dwie, trzy godziny bez picia w najgorętszej części dnia.
Co robię:
- świadkowie dostają rano zgrzewkę małych butelek do bagażnika,
- przed ceremonią w cieniu stoi stolik z wodą, kubkami i koszem wachlarzy, jeśli parafia albo urząd się zgadza,
- na sali woda stoi na stołach od początku, w dzbankach z lodem i cytryną, i obsługa ją dolewa przez cały wieczór, nie tylko do obiadu.
Na sali zapytajcie, czy woda jest w cenie pakietu i czy będzie uzupełniana bez limitu. Bywa, że w pakiecie jest jedna butelka na stół, a każda kolejna płatna osobno.
Cień, przewiew i marynarki
Jeśli ceremonia jest w plenerze, cień musi być zaplanowany, a nie „jakoś się znajdzie”. Godzina ma znaczenie: ceremonia o siedemnastej zamiast o piętnastej to już inne słońce. Przy ślubie cywilnym w ogrodzie zwykle przesuwam ceremonię na późne popołudnie, a krzesła ustawiam tak, żeby goście mieli słońce za plecami, nie w oczach.
Na sali pytam o klimatyzację wprost: czy jest, czy działa w całej sali, czy na parkiecie też. Stara klimatyzacja potrafi być na tyle głośna, że obsługa wyłącza ją na pierwszy taniec. Jeśli sala nie ma klimatyzacji, przewiew robią otwarte drzwi i okna na dwie strony oraz wentylatory, ale wtedy wieczorem trzeba pamiętać o komarach i o ciszy nocnej u sąsiadów.
Panowie w marynarkach to osobny temat. Para młoda może na początku przyjęcia powiedzieć przez mikrofon, że marynarki można zdjąć. Działa lepiej niż cokolwiek innego. Bez tego zdania połowa panów będzie siedzieć w marynarkach do północy z grzeczności.

Tort, przystawki i dwie godziny
Jedzenie w upale to sprawa bezpieczeństwa, nie elegancji. Zalecenia sanitarne mówią jasno, że potrawy łatwo psujące się nie powinny stać bez chłodzenia dłużej niż około dwóch godzin, a w dużym upale ten czas jest krótszy. Na weselach najczęściej problem robią zimne płyty: tatar, śledzie, sałatki z majonezem, jajka, wędliny wystawione na stół o siedemnastej i stojące do dwudziestej drugiej.
Ustalam z kuchnią, że przystawki są wynoszone w mniejszych porcjach i dokładane z lodówki, a nie wystawione naraz. Szwedzki stół na zewnątrz, w namiocie bez boków, przy trzydziestu stopniach, to zły pomysł. Jeśli już, to w cieniu i z tacami na lodzie.
Tort z kremem na bazie bitej śmietany albo z kremem maślanym nie znosi upału. Ma stać w chłodni do ostatniej chwili i wyjechać na stół tuż przed krojeniem. Rozmawiałam kiedyś z cukierniczką, która przywiozła tort o osiemnastej na wesele w stodole. O dziewiątej górne piętro wyraźnie pochyliło się w stronę okna. Od tamtej pory pytam, czy obiekt ma chłodnię, w której zmieści się tort, i czy cukiernia może przyjechać później.
O harmonogramie dnia pisałam w harmonogramie wesela godzina po godzinie. W upale przesuwam w nim tylko kilka rzeczy: życzenia w cień, sesję zdjęciową na wieczór, tort na chłodniejszą godzinę.
Starsi goście, dzieci i alkohol
Najbardziej narażeni na skutki upału są najstarsi goście, małe dzieci i osoby przewlekle chore. Babcie i dziadkowie często nie przyznają się, że jest im słabo. Proszę świadków albo kogoś z rodziny, żeby co jakiś czas do nich zajrzał i podał wodę.
Alkohol w upale działa szybciej i odwadnia. Nie jestem od pilnowania kieliszków, ale stawiam przy barze i przy wódce zawsze wodę. Na wielu weselach widzę, że goście sięgają po nią sami, jeśli tylko jest pod ręką.
Objawy, które powinny zaniepokoić: silny ból głowy, zawroty, nudności, bardzo gorąca, czerwona albo przeciwnie blada i lepka skóra, splątanie, osłabienie. Wtedy chłodne miejsce, woda małymi łykami, chłodne okłady na kark i nadgarstki. Gdy ktoś traci przytomność, jest zdezorientowany albo objawy nie mijają, dzwonimy pod 112. Bez wahania, bez „poczekajmy, może przejdzie”.
Dla pary młodej
Para w upale ma najtrudniej, bo ma najwięcej warstw na sobie i najmniej czasu na picie. Świadkowa nosi wodę dla panny młodej, świadek dla pana młodego. Brzmi to jak drobiazg, ale po trzech godzinach życzeń i zdjęć panna młoda potrafi nie wypić ani łyka. W mojej torbie ratunkowej są zawsze plastry na otarcia, bo w upale stopy puchną i buty, które pasowały w marcu, w sierpniu obcierają po godzinie, oraz chusteczki nawilżane i puder w kompakcie.
Gdy upał przychodzi z burzą
Sierpniowe upały często kończą się burzą, zwykle późnym popołudniem albo wieczorem. Po całym dniu duchoty goście witają pierwsze krople z ulgą, ale ja wtedy patrzę w niebo z innego powodu. Namiot bez boków, girlandy na masztach, goście palący przy drzewach na skraju ogrodu. Przy pierwszym grzmocie proszę wszystkich do środka, a obsługę o zabezpieczenie tego, co może polecieć z wiatrem. Po burzy powietrze jest chłodniejsze o kilka stopni i to zwykle najlepsza część wieczoru. Parkiet się zapełnia, a babcie przestają się wachlować.
Z mojego notesu
- Na tydzień przed weselem sprawdźcie prognozę i jeśli zapowiadają powyżej trzydziestu stopni, zadzwońcie do sali z jednym pytaniem: gdzie i jak długo będą stały zimne przystawki.
- Kupcie kilkadziesiąt papierowych wachlarzy i postawcie je w koszu przy wejściu do kościoła albo urzędu. Kosztują niewiele, a goście zabierają je potem na salę.
- Poproście jedną osobę z rodziny o „dyżur przy babciach” do końca obiadu.
- Zapiszcie w notesie, gdzie w sali jest najchłodniejsze miejsce. Tam posadzicie kogoś, komu zrobi się słabo.
Pisała Dasia, organizatorka i koordynatorka uroczystości. Kim jestem i skąd biorę liczby
