We wrześniu koordynowałam wesele, na którym połowa gości przyjechała z mojej okolicy, a druga połowa mieszkała dwadzieścia minut od sali. Panna młoda pochodzi z wioski pod Kielcami, pan młody z Wrocławia, i to tam, pod Wrocławiem, postanowili zrobić przyjęcie. Na pierwszym spotkaniu mama panny młodej położyła na stole kartkę z czterdziestoma trzema nazwiskami i zapytała: „A jak my tam wszyscy dojedziemy?”.
O kursach gości w dniu wesela, z kościoła na salę i z sali do łóżek, pisałam latem przy planowaniu przejazdów i noclegów. Tutaj dochodzi rzecz, której tam nie było: ponad trzysta kilometrów w jedną stronę, cztery godziny jazdy z postojem i rodzina, która chce zostać na poprawinach.
Najpierw lista, potem autokar
Zaczęłam od tego samego co zawsze: przy każdej osobie z kartki mamy dopisałam, czy jedzie własnym autem, czy potrzebuje miejsca. Wyszło trzydzieści dziewięć osób do przewiezienia. Kilka rodzin chciało jechać samochodem, bo w niedzielę po południu musiały być z powrotem przed pracą. Dwie starsze ciocie wolały pociąg, bo w autokarze źle się czują.
Przy takiej liczbie jeden autokar na około pięćdziesiąt miejsc wystarcza z zapasem. Zapas jest potrzebny, bo zawsze ktoś w ostatnim tygodniu dopisze się do listy. Autokar zamówiliśmy w Kielcach, u przewoźnika, który zabrał gości spod parafii w sobotę rano, a odwiózł w niedzielę wieczorem.
Kierowca też musi spać
Przy trasie ponad trzystu kilometrów w jedną stronę kierowca nie wraca na noc do domu. Ma limity czasu jazdy i obowiązkowy odpoczynek, a po czterech godzinach za kierownicą i całym dniu czekania nikt rozsądny nie wsiada w autokar o czwartej rano. Przewoźnik od razu zapytał o nocleg dla kierowcy. Para zarezerwowała mu pokój w tym samym hotelu co goście i dopisała obiad na sali. W wycenie autokaru w trasę było też postojowe za sobotę, kiedy autobus stał na parkingu hotelu.
Dlatego autokar z Kielc nie robił kursów w nocy. Kierowca odpoczywał, a w niedzielę o 17:30 był wyspany i gotowy na drogę powrotną. Kursy na miejscu wzięła inna firma.

Kursy na miejscu u miejscowego przewoźnika
Na miejscu trzeba było przewieźć gości z hotelu do kościoła, z kościoła na salę, w nocy z sali do hotelu w dwóch turach, a w niedzielę na poprawiny i z powrotem. Takie rzeczy najlepiej zlecić komuś, kto zna okolicę, wie, gdzie przy kościele stanie duży bus i którędy dojechać na salę, kiedy w mieście jest korek.
Szukaliśmy we Wrocławiu i przeglądałam oferty, w których przewoźnik rozpisuje przewóz gości weselnych autokarem na poszczególne kursy, a nie podaje jednej kwoty z sufitu. W jednym z cenników, który zapisałam w notesie, kurs busem na 28 osób po Wrocławiu kosztował 800 zł, autobusem na 50 miejsc 1000 zł, a przejazdy poza miasto, na przykład do sali kilkanaście kilometrów dalej, wyceniano osobno, w zależności od odległości. Był też pakiet na cały dzień, w którym autokar z kierowcą stoi do dyspozycji przez kilkanaście godzin. Przy pięciu, sześciu kursach taki pakiet zwykle wychodzi korzystniej niż kursy liczone osobno.
Na ostatniej stronie notesu z tego wesela stoi krótko: wrocektravel, dwa numery telefonu i godzina ostatniego kursu. Tak zapisuję przewoźników, bo o trzeciej w nocy nie mam czasu szukać pełnej nazwy firmy w telefonie.
Noclegi blisko, nie tanio
Hotel wybieraliśmy pod kątem dojazdu, a nie ceny pokoju. Każde dodatkowe dwadzieścia minut drogi to dłuższy kurs w nocy i więcej gości, którzy zasypiają w busie. Para zablokowała pokoje z wyprzedzeniem, jeszcze zimą, i wysłała rodzinie jeden adres, jedną godzinę zameldowania i jedną informację: autokar wyjeżdża spod parafii o 8:00 i nie czeka.
Przy gościach z daleka pilnuję jeszcze jednej rzeczy. Po czterech godzinach w autokarze ludzie chcą się przebrać, zjeść coś i odpocząć, zanim pojadą do kościoła. Dlatego wyjazd ustawiłam tak, żeby od przyjazdu do hotelu do kursu na ślub minęły ponad dwie godziny. Panowie w garniturach w autokarze o ósmej rano to zły pomysł, a ciocie w sukienkach jeszcze gorszy.
Poprawiny i powrót
W niedzielę rano poprawiny były w domu rodziców pana młodego. Miejscowy bus zabrał gości z hotelu o 12:30 i odwiózł ich po południu. Bagaże zostały w autokarze z Kielc, który czekał już na parkingu, więc nikt nie biegał z walizkami po pokojach.
Powrót ustaliłam z przewoźnikiem na 17:30. Wcześniej trudno, bo rodzina nie wyjdzie od stołu przed kawą. Później źle, bo do Kielc dojeżdżają o dziesiątej wieczorem, a w poniedziałek trzeba iść do pracy. Wysłałam też godzinę wyjazdu wszystkim SMS-em w niedzielę rano. Coś się zawsze zepsuje. Pytanie tylko, czy goście się dowiedzą. Tym razem nie dowiedzieli się, że jeden z busów stał rano w korku.
Z mojego notesu
- Do autokaru w trasę wyznaczcie jedną osobę z rodziny z listą obecności. Odhacza ludzi przy wyjeździe z Kielc, przy wyjeździe z hotelu i przy powrocie.
- Zapytajcie przewoźnika w trasę, czy w cenie jest nocleg i wyżywienie kierowcy, opłaty drogowe i postojowe. Jeśli nie, dopiszcie je do budżetu od razu.
- Kierowcy obu firm powinni mieć do siebie numery. Gdy kurs na miejscu się spóźnia, autokar z daleka może podwieźć część gości.
- W autokarze rozdajcie butelki z wodą i kartkę z planem dwóch dni. Starsze osoby bardziej ufają kartce niż wiadomości w telefonie.
Pisała Dasia, organizatorka i koordynatorka uroczystości. Kim jestem i skąd biorę liczby
