W marcu dzwoni do mnie mama, która ma już zarezerwowany kościół, albę i fryzjera, a na pytanie o przyjęcie odpowiada: „No w domu, przecież zawsze robiłyśmy w domu”. Potem liczymy razem gości i wychodzi trzydzieści dwie osoby. Mieszkanie ma czterdzieści osiem metrów. Kolejny telefon jest zwykle tydzień później i zaczyna się od słów: „Czy to już za późno na restaurację?”.
Na komunię w maju często jest za późno. Restauracje z salą na kilkadziesiąt osób rezerwuje się na niedziele komunijne z mniej więcej rocznym wyprzedzeniem. W kwietniu zostają terminy w lokalach, o których nikt nie pomyślał, albo godziny, które nie pasują do mszy. Dlatego ten wpis jest dla dwóch grup: tych, którzy mają komunię za kilka tygodni i jeszcze się wahają, i tych, którzy mają ją za rok i mogą wybrać spokojnie.
W tym roku piszę to też jako mama. Moja córka Stasia idzie do komunii w maju i pierwszy raz od dwudziestu lat stoję po drugiej stronie stołu.
Dom: taniej, ale nie za darmo
W domu najtańsze jest jedzenie. Rosół, pieczeń, kilka sałatek, ciasta upieczone przez babcie i ciocie. Przy dwudziestu osobach koszt produktów to zwykle ułamek tego, co zapłacicie w lokalu. To jest prawdziwa zaleta i nie będę jej umniejszać.
Tylko że w domu nie płacicie pieniędzmi, płacicie czasem. Zakupy dwa dni przed, gotowanie dzień przed, w dniu komunii podgrzewanie, nakładanie, wynoszenie talerzy, zmywanie między daniami, bo naczyń na trzydzieści osób w zwykłej kuchni nie ma. W praktyce jedna osoba, najczęściej mama dziecka albo babcia, spędza przyjęcie w kuchni. Na zdjęciach jej nie ma, bo akurat wyjmowała blachę z piekarnika.
Druga rzecz to miejsce. Przy stole w salonie wygodnie siedzi zwykle osiem do dwunastu osób, z dostawionym stołem z piwnicy kilkanaście. Powyżej dwudziestu robi się ciasno, dzieci biegają między krzesłami, a ktoś zawsze siedzi bokiem na pufie. Jeśli macie ogród i pogoda dopisze, granica się przesuwa, ale na maj nikt wam pogody nie zagwarantuje.
Do tego dochodzą rzeczy, o których przypominam sobie dopiero przy pierwszym przyjęciu w domu: krzesła, obrusy, kieliszki, wieszaki na kurtki, miejsce w lodówce na dwa torty i dziesięć sałatek. Krzesła i zastawę można wypożyczyć, ale to już koszt, który trzeba doliczyć.
Restauracja: płacicie za spokój
W lokalu cena za osobę na komunię w 2026 roku to zwykle od ok. 180 do 300 zł, zależnie od miasta, menu i tego, czy w cenie są napoje i kawa z ciastem. W dużych miastach bywa więcej, w mniejszych miejscowościach mniej. Przy trzydziestu osobach wychodzi kilka tysięcy złotych i to jest kwota, przy której wiele rodzin się zatrzymuje.
Za te pieniądze dostajecie salę, zastawę, obsługę, zmywanie i sprzątanie. Mama siedzi przy stole. Babcia nie stoi przy garnkach od piątej rano. Dzieci mają gdzie biegać, a wy o 18:00 wychodzicie z kluczykami do auta zamiast z mopem.
Restauracja ma też swoje ograniczenia. Zwykle ma określone godziny, na przykład od 13:00 do 19:00, i każda godzina ponad to kosztuje. Menu komunijne bywa podobne w całym mieście: rosół, schab albo kurczak, ziemniaki, surówki, deser. Jeśli w rodzinie są alergie albo dzieci, które jedzą tylko makaron, trzeba o tym powiedzieć przy ustalaniu menu, nie w dniu przyjęcia.
Trzecia droga: catering do domu
Pomiędzy jest catering, czyli jedzenie przywiezione do domu w termoboksach. Gotuje ktoś inny, wy podgrzewacie i podajecie. To dobre rozwiązanie dla rodzin, które chcą być u siebie, ale nie chcą gotować dla trzydziestu osób. Cena za osobę jest zwykle niższa niż w restauracji, za to zostaje podawanie, zmywanie i sprzątanie.
Przy cateringu pytajcie o trzy rzeczy: czy jedzenie przyjeżdża gorące, czy trzeba je podgrzać, i kto odbiera pojemniki. Raz koordynowałam przyjęcie, na którym pieczeń przyjechała zimna, a w domu był jeden piekarnik. Obiad podawaliśmy w trzech turach i dzieci zjadły deser przed drugim daniem. Nikt nie płakał, ale wolałabym tego nie powtarzać.

Jak to policzyć uczciwie
Kiedy rodzice pytają mnie, co się bardziej opłaca, proszę ich o kartkę i trzy kolumny.
W pierwszej wpisujecie liczbę gości, ale prawdziwą. Z dziadkami, chrzestnymi, ich partnerami i dziećmi. Na komunię przychodzi zwykle od piętnastu do czterdziestu osób, a różnica między tymi liczbami zmienia wszystko.
W drugiej koszty domu: produkty, ciasta, napoje, wypożyczenie krzeseł i zastawy, ewentualnie pomoc do kuchni na kilka godzin. Rodziny, które wypisują to uczciwie, często są zaskoczone, że różnica wobec restauracji nie jest tak duża, jak myślały.
W trzeciej czas. Ile godzin przed komunią i w dniu komunii ktoś z was spędzi w kuchni. I czy ta osoba się na to zgadza, czy tylko nie protestuje.
Do tego dopiszcie jeszcze jedną rzecz: kto będzie sprzątał. W restauracji o 19:00 kelnerzy zbierają obrusy, a wy jedziecie do domu. W domu o 19:00 zaczyna się drugie przyjęcie, tym razem z gąbką i workami na śmieci, a w poniedziałek dziecko idzie rano do szkoły, a wieczorem do kościoła, bo w wielu parafiach zaczyna się biały tydzień.
Jeśli gości jest do dwudziestu, dom zwykle wygrywa. Powyżej dwudziestu pięciu częściej wygrywa lokal albo catering. Pomiędzy decyduje to, jak duży jest wasz salon i ile cierpliwości ma babcia.
Co wybraliśmy dla Stasi
U nas wyszło dwadzieścia sześć osób. Mamy szeregowiec z małym ogrodem i przez chwilę kusiło mnie, żeby zrobić wszystko u siebie. Mój mąż spojrzał na mnie i zapytał, czy w dniu komunii własnego dziecka naprawdę chcę liczyć porcje. Nie chciałam.
Salę w restauracji zarezerwowaliśmy w sierpniu, rok wcześniej, zaraz po tym, jak parafia podała termin. Wtedy wydawało mi się, że to przesada. W styczniu znajoma szukała sali na ten sam dzień i dostała tylko godzinę 15:00, po wcześniejszej komunii.
Plan dnia, który widzicie w notesie obok, jest naszym planem. Msza o dziesiątej, zdjęcia, obiad o pierwszej, tort o wpół do czwartej. Kolacja o szóstej, bo ośmiolatki i dziewięciolatki koło szóstej mają już dość dorosłych przy stole. Na dekoracje zostało mi w tym roku najmniej czasu, jak zawsze, kiedy organizuję coś dla siebie. O tym napiszę za kilka tygodni.
Z mojego notesu
- Zanim zadzwonicie do restauracji, zapytajcie w parafii o godzinę mszy. Sala o 12:00 przy mszy o 11:00 to pośpiech i zdjęcia robione w biegu.
- Przy rezerwacji ustalcie, do kiedy możecie zmienić liczbę gości. Zwykle jest to tydzień albo dwa przed przyjęciem.
- Jeśli robicie przyjęcie w domu, poproście jedną osobę spoza najbliższej rodziny o pomoc w kuchni na trzy godziny. Sąsiadka albo kuzynka, która nie musi siedzieć przy stole od początku.
- Dzieci przy stole wytrzymują około godziny. Przygotujcie dla nich kąt z kredkami i grami, w domu i w restauracji.
Pisała Dasia, organizatorka i koordynatorka uroczystości. Kim jestem i skąd biorę liczby
