Przejdź do zawartości strony
Dasia dasia.pl, strona główna
Menu

Budżet

Budżet wesela: gdzie odpuścić, a gdzie nie

5 minut czytania Dasia

Budżet

Upominki dla gości, ścianka do zdjęć i drugi strój można skreślić bez żalu. Jedzenia, dachu nad głową, muzyki, fotografa i powrotu gości po północy lepiej nie ruszać. Moja lista z prawie dwudziestu lat przy weselach.

Dwa tygodnie temu moja córka przystąpiła do pierwszej komunii. Przyjęcie było w restauracji, na dwadzieścia sześć osób, i przez cały obiad patrzyłam na nie okiem zawodowym. Co goście zauważyli, czego nie. Wnioski są te same co na weselach. Nikt nie zwrócił uwagi na serwetki złożone w łabędzie. Wszyscy pamiętają, że rosół był gorący, a deser przyszedł, zanim dzieci zaczęły się nudzić. Stasia uznała, że najlepsza była fontanna z czekoladą. Dwa miesiące układałam menu.

Przy weselach jest tak samo, tylko kwoty są większe. Pary przychodzą do mnie z budżetem, który się nie domyka, i pytają, z czego zrezygnować. Mam na to listę. Pierwsza połowa to rzeczy, które można skreślić bez żalu. Druga to te, na których oszczędzanie kończy się źle.

Co można skreślić bez żalu

Upominki dla gości. Buteleczki z nalewką, świeczki z imionami, pudełeczka z cukierkami, magnesy z datą. Każdy z osobna kosztuje kilka, kilkanaście złotych, przy stu gościach to od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Połowa zostaje na stołach. Druga połowa ląduje w szufladzie, z której nikt jej nie wyjmie. Jeśli bardzo chcecie coś dać, dajcie kawałek tortu albo ciasta do domu.

Ścianka do zdjęć. Duża tablica z napisem, kwiatami i datą. Ładna, kosztowna, a po północy nikt przy niej nie staje. Wystarczy dobre miejsce przy oknie albo w ogrodzie, gdzie fotograf zrobi zdjęcia gości.

Drugi strój. Druga suknia na wieczór, czasem trzecia na poprawiny. Rozumiem, dlaczego to kusi. Ale to kilka tysięcy złotych za kilka godzin, a większość gości i tak nie zauważy, w którym momencie panna młoda się przebrała.

Drukowane dodatki. Menu na każdym talerzu, księga gości ze zdjęciami pary, plany stołów na podświetlanych tablicach, numery stołów w ramkach. Jedno menu na stół w zupełności wystarczy, a numer stołu można napisać ręcznie na kartce.

Wielki tort. Tort na sto osób, piętrowy, z masą cukrową i figurkami, kosztuje dużo więcej niż mniejszy tort dla pary i ciasta na słodkim stole. Goście i tak zjedzą tyle samo.

Pokaz fajerwerków, ciężki dym, konfetti. Efektowne przez minutę. Część sal tego nie pozwala, część dolicza sprzątanie.

Gdzie oszczędzanie kończy się źle

Jedzenie. To najważniejsza część wesela, czy to się komuś podoba, czy nie. Goście pamiętają, czy byli głodni, czy najedzeni, czy zupa o północy była ciepła. Lepiej skrócić menu o jedno danie, niż wziąć najtańszą salę z kotletem, który przyjechał w termosie. Przy liczeniu kosztów, o których pisałam w poprzednim wpisie o budżecie, talerzyk jest największą pozycją, ale też tą, na której cięcie widać najbardziej.

Dach nad głową. Jeśli wesele jest w namiocie albo w stodole, nie oszczędzajcie na bokach, podłodze i ogrzewaniu. Zimno i mokro psują wesele szybciej niż cokolwiek innego.

Muzyka. Dobry zespół albo didżej wie, kiedy zagrać coś dla babć, a kiedy dla świadków. Słaby gra swoje i patrzy w zegarek. Na parkiecie różnicę widać po godzinie.

Prosty tort weselny bez masy cukrowej na drewnianej paterze
Prosty tort weselny bez masy cukrowej na drewnianej paterze

Fotograf. Zdjęcia zostają na lata. Kwiaty zwiędną w poniedziałek, tort zniknie w nocy, a zdjęcia będziecie oglądać z dziećmi. Najtańszy fotograf to często osoba, która dopiero się uczy, i uczy się na waszym weselu.

Koordynacja. Ktoś musi w dniu wesela pilnować planu, dzwonić do kierowcy busa, odebrać tort, uspokoić kuchnię i powiedzieć zespołowi, kiedy przerwa. Może to być organizatorka, może być świadkowa albo ciocia z charakterem. Byle nie para młoda. Para młoda w dniu wesela ma jedno zadanie: być na własnym weselu. Jeśli o 21:00 panna młoda szuka w telefonie numeru do cukierni, bo tort jeszcze nie dojechał, coś poszło nie tak dużo wcześniej, przy planowaniu.

Powrót gości po północy. Bus albo taksówki zamówione na drugą i trzecią w nocy to kilkaset złotych do kilku tysięcy. Bez tego część gości wraca autem po kilku kieliszkach albo wychodzi o 23:00, bo musi prowadzić. Tego nie chce nikt.

Drobne oszczędności, które nie bolą

Jest jeszcze grupa rzeczy pomiędzy. Nikt ich nie zauważy, a w sumie dają kilka tysięcy złotych.

Kwiaty sezonowe zamiast egzotycznych. W czerwcu piwonie i róże ogrodowe, we wrześniu dalie i astry. Kwiat, który rośnie w tym miesiącu w Polsce, jest tańszy i zwykle lepiej wygląda niż ten, który przyleciał z daleka.

Dekoracje kościoła i sali od tej samej florystki, przenoszone po ceremonii. Bukiety przy ołtarzu mogą potem stanąć przy stole pary. Trzeba tylko kogoś, kto je przewiezie, i ustalić to z florystką wcześniej.

Zaproszenia wydrukowane prościej, z jedną karteczką informacyjną zamiast trzech. Winietki pisane ręcznie przez kogoś z ładnym pismem w rodzinie. Słodki stół z ciastami od babć i cioć, jeśli sala pozwala na wypieki z zewnątrz.

Auto do ślubu od kogoś z rodziny albo znajomych, umyte i przystrojone wstążką, zamiast wynajętego. Goście patrzą na parę, nie na markę samochodu. A jeśli wujek ma zabytkowe auto w garażu i czeka na taką okazję od lat, macie przy okazji najszczęśliwszego kierowcę w okolicy.

Jak ciąć mądrze

Zanim zaczniecie skreślać, zróbcie jedną rzecz. Każdy z was niech wypisze trzy rzeczy, które są dla niego najważniejsze na weselu. Tylko trzy. Potem porównajcie listy. Jeśli dla obojga najważniejsza jest muzyka i jedzenie, a nikt nie wpisał kwiatów, wiecie, gdzie oszczędzać.

Druga rada: tnijcie całe pozycje, nie po kawałku z każdej. Lepiej zrezygnować z filmu i mieć dobrego fotografa niż wziąć średniego fotografa i średniego filmowca. Lepiej skromne dekoracje i dobry zespół niż przeciętne jedno i drugie.

Trzecia rada dotyczy liczby gości, bo to ona mnoży wszystkie inne koszty. Dziesięć osób mniej to dziesięć talerzyków, jeden stół, kilka butelek, kilka zaproszeń i kawałek tortu mniej. Przy obecnych cenach to kilka tysięcy złotych. Nie namawiam nikogo, żeby skreślał babcię. Ale koledzy z poprzedniej pracy, z którymi nie rozmawialiście od trzech lat, albo dalsi kuzyni rodziców, których nigdy nie widzieliście, to pytanie, które trzeba sobie zadać uczciwie. Najlepiej razem z rodzicami, zanim lista trafi do sali.

Czwarta: przesuńcie termin, jeśli się da. Piątek zamiast soboty, wrzesień zamiast lipca, czasem nawet październik. Sale i usługodawcy poza najpopularniejszymi terminami często dają niższą cenę albo coś w gratisie. O to po prostu trzeba zapytać.

Z mojego notesu

  • Zapiszcie każdą skreśloną pozycję z kwotą. Kiedy budżet się domknie, łatwiej będzie zdecydować, czy coś przywrócić.
  • Zapytajcie salę, co możecie przywieźć sami: ciasta od babci, alkohol, kwiaty z ogrodu. Czasem to oszczędność kilku tysięcy, czasem opłata, która ją zjada.
  • Nie kupujcie dekoracji w ostatnim miesiącu przed ślubem. Wtedy kupuje się w nerwach i za dużo.
  • Odłóżcie osobną kwotę na nieprzewidziane rzeczy i nie ruszajcie jej do tygodnia przed ślubem. Zawsze się przydaje.

Pisała Dasia, organizatorka i koordynatorka uroczystości. Kim jestem i skąd biorę liczby