" Dziewczyna z czerwonymi wstążkami "

" Open my eyes just to have them close again, Don´t want control as it takes me down and down again ".

      Mocny głos Hetfielda, dochodzący z walkmana odbijał się echem wśród ciemnych płyt nagrobkowych. Szła ciemną alejką. Wokoło szumiały stare wierzby. Liście, kołysane delikatnymi podmuchami wiatru, wolno opadały na ścieżkę. Wokoło unosił się kopcący dym z czerwonych kaganków. Powoli zbliżała się kresu swojej podróży.

" (...)All the wants you waste, all the things you´ve chased, Then it all crashes down and you break your crown, And you point your finger, but there´s no one around(...) ".

      Odgarnęła liście z małej ławeczki stojącej przy białym - widać nowym nagrobku. Pogładziła ręką białą tablicę. " Ukochanej córeczce, wnuczce i cioci... ". Wielkie łzy spłynęły jej po policzku. Spadły na białą płytę. Sięgnęła do kieszeni i wyjęła kilka kolorowych zdjęć. Uśmiechnęła się. Jedno z nich przedstawiało roześmianego, ciemnowłosego chłopaka w śmiesznej, niebieskiej, szpiczastej czapce i niebieskiej polarowej kamizelce. Po jego obu stronach w śmiesznych pozach stały dwie uśmiechnięte dziewczyny z namalowanymi, figlarnymi piegami i włosami zaplecionymi w dwa warkocze związane czerwonymi wstążkami. Jedna z nich była łudząco podobna do tajemniczej właścicielki zdjęć... Dziewczyna oparła się o nagrobek. Podwinęła pod siebie nogi. Zamknęła oczy. Muzyka wciąż płynęła ze słuchawek...

" (...)Don´t want your aid but the first I made, For years can´t hold or feel, no, I´m not all me, So please excuse me while I tell them how I feel(...) ".

      Rozmyślając, cofnęła się pamięcią o 5 lat. Dokładnie wtedy, będąc dwunastoletnią dziewczynką usłyszała słowa, które do dziś słyszy w sennych koszmarach: " Przykro mi - białaczka ". Wtedy jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę co to znaczy. -Przecież - tłumaczyła sobie - Każdy kiedyś musiał iść do szpitala. Na pewno zostanę kilka dni i szybko wrócę do domu. Jak bardzo się myliła...
      Zaczęło mżyć. Zerwał się wiatr. Spojrzała na kolejne zdjęcie. Tym razem na zdjęciu było więcej osób. Wszyscy siedzieli na łóżku; uśmiechnięci, ze śmiesznie wymalowanymi twarzami. Był tam ten sam ciemnowłosy chłopak i te same dziewczyny z warkoczami... Wkrótce zdała sobie sprawę, że musi być poważnie chora, skoro jej leczenie trwa tak długo. Bolesne zastrzyki, kroplówki, rozłąka z rodzina i przyjaciółmi dla wielu mogłaby stać się powodem depresji - ale nie dla niej. Była silna. Zawsze pocieszała tych, którzy już stracili nadzieję. Razem śpiewali piosenki, opowiadali dowcipy i denerwowali pielęgniarki. Niedługo potem nadeszły ciężkie chwile. Zaczęły jej wypadać włosy. Bolesne punkcje (pobieranie szpiku) były coraz częściej. Sama nie dałaby rady. Rodzice, szkolni przyjaciele i towarzysze z sal - byli dla niej podporą. Cała jej klasa napisała do niej ciepłe listy; " Czekamy na Ciebie ", " Wracaj szybko ", " Tęsknimy "...
      W szpitalu poznała wspaniałych ludzi. Niektórych już nie ma... Jednym z jej pierwszych przyjaciół był ciemnowłosy chłopak ze zdjęć. Starszy o dwa lata, zawsze pogodny i uśmiechnięty. Jest coraz zimniej. Deszcz pada coraz rzęsiściej. Ludzie z parasolami patrzą ze zdziwieniem na ciemnowłosą, przemoczoną dziewczynę opartą o biały pomnik, trzymającą w dłoniach mokre zdjęcia. Skąd mogli wiedzieć, że krople spływające po jej twarzy to nie deszcz... Leczenie szpitalne trwało dwa lata. Później były już tylko wizyty " na dole " - czyli w poradni. Zawsze starali się zapisywać u lekarza w tym samym dniu. Ich przyjaźń przetrwała bardzo ciężką próbę. Wszyscy pracownicy szpitala dziwili się, że ich wzajemne przywiązanie do siebie nie słabnie. Czas je tylko wzmacnia. Mówili, że takiej grupy jeszcze nigdy nie spotkali. Dowiedzieli się, że jest organizowany wyjazd do sanatorium. Pojechali wszyscy. Dziewczyna nigdy tak dobrze się nie bawiła. Ci - z pozoru obcy ludzie, stali się jej drugą rodziną. Byli sobie bliscy przez nieszczęście, które ich połączyło. Długo po przyjeździe do domu nie mogła powrócić do normalnego życia. Często dostawała listy, na które skrupulatnie odpisywała. Jej skrzynka zawsze była pełna kartek i listów. -Hej! Wszystko OK?- zapytał długowłosy chłopak.-Jesteś przemoczona, przeziębisz się! - powiedział zatroskany. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno. -Wszystko... wszystko jest w porządku - powiedziała drżącym głosem.- Ja tylko... przyszłam się pożegnać. Zamknęła oczy.

" (...)And can´t the band play on, Just listen, They play my song, Ash to ash, Dust to dust, Fade to black(...) ".

      Od tej pory starała się tam jeździć regularnie. Rok później we wakacje (1999 r.), później w zimie (2000 r.) i znów w lecie (2000 r.). W czasie ostatniego wyjazdu bawiła się świetnie. Była tam z całą paczką przyjaciół z : Sosnowca, Tarnowa, Bielska, Andrychowa, Krakowa, Gdyni, Słupska, Warszawy, Makowa Mazowieckiego i Gdańska. Pewnego razu jej kumpela zażartowała sobie i zadzwoniła do swojego byłego adoratora, którego poznałyśmy we ferie. Po 15 minutach pojawiła się w pokoju. Zniknął blask radości w jej zawsze roześmianych oczach.
- Nie żyje... - wyrzuciła z siebie - Misio nie żyje. To był dla nas wszystkich ogromny szok. Poznaliśmy go również we ferie. Zawsze był taki uśmiechnięty, mimo, że miał kłopoty z chodzeniem. Podśpiewywał kawałki Liroya i rzucał dowcipami... Odmówili za niego różaniec, jednak kogoś brakowało. Poszła do niego. Leżał w ciemnym pokoju. Jego oczy utkwione były w niewidocznym punkcie. Nigdy nie widziała go takiego. Był załamany. Nie wiedziała co powiedzieć, co zrobić. Po prostu chwyciła go za rękę. Siedzieli w milczeniu.

" (...)But now the dreams end and now the screams end, They everlast the night, So build a wall behind it crawl and hide until it´s light(...) ".

      Turnus szybko się skończył. Wakacje dobiegły końca. Zaczęła się szkoła; II kl LO. Wszystko toczyło się swoim własnym rytmem. Aż pewnego październikowego popołudnia dowiedziała się, że jej koleżanka " z warkoczami " ma nawrót choroby; leży w szpitalu. Nie chce z nikim rozmawiać i nikogo widzieć. Kiedy ona się o tym dowiedziała natychmiast chciała do Niej jechać. Pocieszyć. Podnieść na duchu. Jednak bała się tego, że nie będzie chciała jej widzieć. Dopiero po jakimś czasie i po rozmowie z życzliwą osobą przełamała się. Miała dzwonić do kumpelki z Krakowa, żeby się spotkały i pojechały do koleżanki. Nie zdążyła.

" (...)Down on the sun, down and no fun, Down and out, where the hell ya been, Damm it all down, damm it unbound, Stand tall. Did fall. Never even meant it all before(...) ".

      łzy zaczęły coraz szybciej kapać na pomnik. W pewne listopadowe, niedzielne popołudnie zadzwonił telefon. Była to Dagi - bliska koleżanka dziewczyny z warkoczami. Zapytała czy słyszała o Niej. Jej głos dziwnie drżał. Potwierdziła. -Wczoraj był pogrzeb... - usłyszała jak przez mgłę. -Co?.. jak...-nagle wszystko przestało się liczyć. Odłożyła słuchawkę. Nie czuła bólu. Czuła tylko wszechogarniającą pustkę. Pustkę nieprzebraną. Nie mogła się od niej uwolnić.

" (...)Just want one thing, just to play the King, but the castle´s crumbled and you´re left with just a name. Where´s your crown, King Nothing? Where´s your crown? (...) ".

      Bezmyślnie włączyła stereo. Z głośników popłynęło " Until it sleeps ". łzy zaczęły kapać na poduszkę. Smutek przerodził się we wściekłość. Szaleńczą. Dziką Nieujarzmioną.

" Hit dirt, shake tree, split sky, part see ".

      Czuła żal do Boga. Nie rozumiała jak mógł dać Jej nadzieję, że wyzdrowiała, że może zacząć żyć normalnie. W tym roku miała zdawać maturę. Miała tyle planów...

" I tear me open, make you gone, no longer will you hurt anyone, And the hate still shakes me so hold me until it sleeps, until it sleep, until it sleeps... ".

      Było już ciemno, kiedy powróciła myślami do rzeczywistości. Spojrzała na zegarek. Była 20.30. Wstała bardzo powoli. Woda kapała z jej włosów i ubrania. Przypomniała sobie o czymś. Wolno podniosła różę leżącą na trawie. Na delikatnych, białych płatkach szkliły się krople wody. Położyła ją na białej płycie pomnika. Wiedziała, że już tu nie wróci. Ostatni raz pogładziła białą tablicę. Zgarnęła mokre liście z nagrobka. Otarła łzy. (a może to był tylko deszcz?) Uśmiechnęła się. Nie wiedziała, że ktoś w czerwonych wstążkach podążał właśnie w stronę ciepłego światła.

Czarna Inez